Procedura działała, a koszty reklamacji i tak rosły rok do roku
Liczba reklamacji się nie zmieniła, ale zwroty uznane na koszt firmy wzrosły o niemal 20% rok do roku. Po miesiącu analizy i trzech miesiącach pilnowania terminów spadły niemal do zera, a sam pierwszy miesiąc dał około 20 000 zł.
Historia z naszej praktyki zarządzania operacjami w ogólnopolskiej sieci handlowej z branży meblowej, z czasów pracy na stanowiskach dyrektorskich, zanim założyliśmy SYNTARO. Liczby pochodzą z systemów raportowych, w których pracowaliśmy na co dzień.
Problem: rachunek, który nie chciał się zgodzić
Reklamacji było tyle samo co rok wcześniej. Kosztowały o wiele więcej. Dział miał spisaną procedurę, cztery osoby na etatach i podpisane umowy z producentami, w których producent zobowiązywał się do oględzin u klienta i do pokrycia naszych kosztów obsługi oraz utraconej marży, jeśli wada leżała po jego stronie. Na papierze układ był szczelny.
Analiza procesu zajęła nam miesiąc i pokazała trzy rzeczy naraz. Zwroty uznane na nasz koszt urosły o niemal 20% rok do roku. W 30% spraw producent w ogóle nie pojawił się u klienta w terminie, więc reklamacja szła do odrzucenia, klient się odwoływał, a my jako sprzedający musieliśmy ją uznać. Czas rozpatrywania jednocześnie się wydłużał, więc rosła też liczba spraw, w których termin ustawowy załatwiał sprawę za nas.
Przyczyna nie leżała w procedurze, tylko w tym, co się z nią stało w praktyce. W ciągu roku z czteroosobowego zespołu wymieniły się dwie osoby. Obie przeszły wdrożenie, obie pracowały pod presją i obie w dobrej wierze potraktowały procedurę wybiórczo, bo w ich ocenie tak było szybciej dla klienta. Efekt: w 10% spraw reklamacja nigdy nie trafiła do producenta - decyzję o uznaniu podejmował nasz pracownik. Tam, gdzie trafiła, nikt nie pilnował terminu, w którym producent miał wysłać serwis.
Co zrobiliśmy
Nie pisaliśmy nowej procedury. Stara była dobra, tylko nie miała żadnego mechanizmu, który wymuszałby jej stosowanie w dniu, w którym robi się gorąco. Zmiany szły w trzech warstwach.
- Przypomnienie na trzy dni przed upływem terminu. System sam zgłaszał sprawę i wymuszał na pracowniku opisanie jej w kartotece. Termin przestał być czymś, co trzeba pamiętać.
- Pełna dokumentacja z datami pod każdą reklamacją. Cała korespondencja z producentem plus daty, które stanowiły punkt odniesienia przy rozliczeniu. To one decydowały, czy koszt sprawy zostaje u nas, czy wraca do producenta, który nie dotrzymał własnych zobowiązań.
- Codzienna krótka odprawa z kierownikiem działu. Omawialiśmy wyłącznie sprawy, które mogły obciążyć kosztem naszą firmę. Kilkanaście minut dziennie, zanim sprawa zdążyła się zestarzeć.
Czwarta zmiana wyszła z obserwacji, ile czasu marnują obie strony. Część zgłoszeń dało się zamknąć podczas jednej wizyty: brakujący element, który mamy na stanie, albo szybka wymiana towaru, kiedy rzeczoznawca na miejscu widział ewidentną wadę produktu. Zrobiliśmy z tego katalog spraw do rozwiązania od ręki. Towar i tak podlegał później wymianie u producenta, ale klient miał sprawę zamkniętą tego samego dnia, a nasz pracownik nie prowadził tygodniowej korespondencji o zaginionej nóżce do stołu.
Dlaczego to zadziałało
Umowa z producentem jest warta tyle, ile dokumentacja, którą można pod nią podłożyć. Dopóki nie mieliśmy dat, każda rozmowa o tym, kto ma zapłacić za oględziny, których nie było, kończyła się naszym ustępstwem. Z datami rozmowa trwała minutę i kończyła się notą kosztową.
Druga rzecz dotyczy ludzi. Nowe osoby nie omijały procedury z lenistwa. Omijały ją, bo pod presją wybierały to, co wydawało im się dobre dla klienta. Przypomnienie z systemu i codzienna odprawa zdjęły z nich ten wybór, zamiast rozliczać je z jego skutków. Kiedy system pilnuje terminu, pracownik może zająć się sprawą zamiast kalendarzem.
Efekt
- Zwroty z tytułu reklamacji, gdzie całkowity koszt był po naszej stronie: spadek niemal do zera
- Około 20 000 zł zatrzymane w firmie już w pierwszym miesiącu po wdrożeniu
- Koszty spraw, w których producent nie dotrzymał terminu, przeniesione na producenta
- Klienci byli bardziej zadowoleni: nawet przy wadliwym produkcie dostawali towar bez wad, bo egzekwowaliśmy umowy z producentami
- Efekt utrzymany przez 3 miesiące pilnowania po zmianie
Co z tego wynika dla Twojej firmy
Jeśli liczba reklamacji stoi w miejscu, a ich koszt rośnie, problem prawie nigdy nie leży w liczbie zgłoszeń. Leży w terminach, których nikt nie pilnuje, i w dokumentacji, która nie pozwala wyegzekwować tego, co masz zapisane w umowach z dostawcami. Sprawdź jedną rzecz: ile reklamacji z ostatniego kwartału zostało uznanych dlatego, że minął termin, a nie dlatego, że były zasadne. Wpięcie alertów, dokumentacji i krótkiej codziennej odprawy w istniejącą procedurę to etapy Tryby i Rytm metody STER.
Zacznijmy od rozmowy
Zadzwoń albo umów się na półgodzinną, bezpłatną rozmowę. Porozmawiamy o Twojej firmie i szczerze powiemy, czy możemy Ci pomóc. Jeśli nie, powiemy Ci o tym wprost.